Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielicie się ze mną komentarzami, wrażeniami, wdacie się ze mną w dyskusje i polemiki.

Dziękuję za każdy komentarz, za każdy ślad, który zostawiacie.

To, że czytacie moje recenzje i książki, które subiektywnie acz z wielką szczerością i przyjemnością staram się ocenić, oraz to, że chcecie mi o tym powiedzieć, jest dla mnie najpiękniejszą nagrodą.

wtorek, 14 sierpnia 2018

O bliźniaczym (nie)podobieństwie.

"Białe ciała" Jane Robins  5/10

 


Osoby takie jak Jane Robins, określamy w lektorskiej nomenklaturze jako "false beginners". Wprawdzie książka promowana jest jako debiut powieściowy, jednak podchodzimy do niej z komfortem świadomości, że autorka jest osobą doskonale zaznajomioną ze światem literackim. Ma za sobą ogromne doświadczenie dziennikarskie oraz trzy dobrze przyjęte pozycje z gatunku literatury faktu. Wcale zatem mnie nie dziwi, że "Białe ciała" spotkały się z zainteresowaniem wydawnictwa Czarna Owca, jak i nie mam pretensji do siebie, że wybrałam ów tytuł i z własnej woli zasiadłam do czytania, z chęcią oddania się literackiej uczcie.

Pomysł na fabułę bardzo zachęca. Bliźniaczki, niczym w bajkach -  jedna śliczna, wiotka i powabna, druga cóż, ta gorsza. Jako, że nie w bajce przychodzi nam żyć, ta gorsza owszem, jest miła i kochająca, lecz niestety także ogarnięta tak wielką obsesją doścignięcia siostry, tak wielkim kompleksem szarej myszki tkwiącej w cieniu mającej wielkie aspiracje aktoreczki, że w pokonaniu owego fatalnego zdania na swój temat mają jej pomóc połykane mleczne zęby czy włosy siostry, zjadane kawałki jej pamiętnika, wyssane ze szczoteczki resztki śliny. Wchłanianie "fragmentów" Tildy ma bowiem przyczynić się do ujednolicenia ciał, umysłów i atrakcyjności obu kobiet.
"(...)a potem, kiedy zostaję sama, wyjmuję z kubka jej szczoteczkę i używam zamiast własnej, liżę i ssę jak lizak, żeby przejąć choć trochę śliny mojej siostry."(str.54)  
Brzmi obrzydliwie? Ależ oczywiście, że tak! I to jest ten rewelacyjny pomysł, który nas magicznie przyciąga do thrillera. Co więcej, ta nieomylna, zdolna siostra zakochuje się w mężczyźnie, który należy do "drapieżników" - mężczyzn kontrolującym swoje partnerki w sposób często usprawiedliwiający według nich przemoc, zastraszanie czy nieustanne narzucanie własnej woli. Jest więc zatem szansa, by mniej zauważana, mniej doceniana Callie ruszyła z odsieczą swej pięknej siostrze. Tyle, że ani owa siostra, ani jej nowy partner nie przyznają się do zarzutów, a nawet oskarżają wybawczynię o obłąkańczy wzrost dawnych obsesji. 
"Jesteś taka biedna, nie masz własnego życia, więc żyjesz moim - dlatego chciałabym Ci pomóc, Callie. Naprawdę." (str.140)
Aż się chce czytać.

Czytać się owszem chce, nawet może, bez problemu, bo język powieści jest łatwy, gładki i przystępny. Nie ma tutaj wydumanych analiz psychologicznych (a szkoda), nie ma dyskusji wspartych śledzeniem podobnych przypadków (a szkoda). Owszem, autorka podaje nam mnóstwo faktów, ubarwia opowieść konkretnymi przykładami okrucieństwa kontrolujących partnerów, tyle, że w tych momentach wypadamy ze świata opowieści, by trafić w ręce autorki-reporterki, przytłaczającej nas ogromem suchych faktów, podanych w sposób, który nagle z płynnej epiki wrzuca nas w gazetowy świat faktów. Powracamy do świata akcji zawartej w dialogach z lekkim szarpnięciem, po niezbyt udanych próbach stopienia ze sobą tych dwóch odrębnych języków. Po prostu nie klei się to w interesującą, a zarazem porywająca całość.

Autorka teoretycznie pragnie rozpocząć opowieść tonem spokojnym i wyważonym, ale nagromadzenie bohaterów, z których chyba żaden prócz miłującego spokój, pracę w ogrodach i dobre książki Wilfa, nie daje się lubić, powoduje tylko nieustanne odskakiwanie od meritum opowieści, marszczenie brwi nad nieporadnością przepychania winy na kolejne, nic nie znaczące dla życia bohaterek osoby. Przy tym, albo zachowują się one infantylnie, jak matka kojąca niepokój dorosłych (!!!) córek daleko odległym od uroku: 'Cip, cip...', albo wprowadzają na strony nerwową, nie niepokojącą, lecz budzącą zniecierpliwienie atmosferę chaosu i niekonsekwencji.

Mimo, że zaciekawia nas oparta na filmie intryga dwóch niszczonych kobiet, autorka z jakiegoś powodu znalazła i tutaj miejsce dla dygresji, które budzą dalszą  niechęć. Nie służą one bowiem niczemu, rozpraszają, a krój sukienki czy nowe zainteresowania matki nie przydają książce niczego, prócz obszerności i postępującego znudzenia, co jak wiemy, nigdy nie służy thrillerom, także tym psychologicznym.

Moje zniecierpliwione, marudne nieco wrażenie nie oznacza, że należy lekturę wyrzucić do kosza jeszcze przed jej przeczytaniem. To, co może się spodobać, to gmatwanina związków pomiędzy bohaterami, stabilne utrzymywanie opowieści w rytmie życia Callie, podążanie za jej niepokojem.  I choć autorka do znudzenia każe bohaterce zmieniać zdanie, przekonania i serwuje nam całe strony drobnych zdarzeń, które raz każą myśleć o niej jako o zatroskanej, bystrej, dążącej do celu siostrze, raz jako o skończonej wariatce tworzącej kolejne teorie spiskowe, może to właśnie stanowiłoby wartość dodaną powieści, gdyby nieco obniżyć częstotliwość ich występowania?
Na korzyść działają też opinie, pochodzące z innych źródeł niż rozemocjonowana głowa bohaterki: elementy zapisanego na tajemniczym pendrivie, ciągle modyfikowanego listu od siostry czy maile i rozmowy toczone na forum krzywdzonych i życzliwych krzywdzonym. 
"Kiedyś niejaki Destini, który wydawał się autentyczny i przez kilka tygodni włączał się do naszych rozmów, zaczął pisać, że gdyby 'ofiary' były bardziej kobiece i uległe, nie miałyby powodów do narzekań na 'drapieżników'." (str.67)
 
Różnorodność sposobów prowadzenia akcji, zawirowania, powroty do przeszłości szkolnej i tej sprzed kilku dni powodują, że "Białe ciała" czyta się bardzo szybko. Niestety, mam wrażenie, ze równie pobieżnie. Gdzieś, w plątaninie złych i dobrych, w niepewności kto zabił, kogo, dlaczego i czy to w ogóle miał to być ten ktoś, ginie nam ważny przekaz dotyczący przemocy, obsesyjnej miłości i zazdrości, dążenia do celu po trupach (dosłownie). W chaosie nieznaczących zdarzeń autorka wprawdzie przemyca te jakże ważkie tematy, niemniej mam wrażenie, że poprzez taki a nie inny sposób ich podania, tracą one swą moc i znikają z pamięci zanim na dobre odłożymy książkę na półkę. 

Wydawnictwo: Czarna Owca, 2018
Seria: Thriller psychologiczny
Tytuł oryginału: White Bodies
 Tłumaczenie: Magdalena Słysz
Liczba stron: 376

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Czarna Owca

22 komentarze:

  1. Skoro mam zapomnieć o książce chwilę po tym, jak ją przeczytam, to raczej nie zdecyduję się na jej lekturę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podjęty problem społeczny zostaje w głowie, niemniej bardziej w formie skojarzenia. Moim zdaniem, nie jest to opowieść, która przedstawiłaby go w sposób wystarczająco ciekawy, inny od schematów. Pozdrawiam😊

      Usuń
  2. Nie mam zbytnio ochoty na tę książkę, skoro treść nie zapada w pamięć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może dla osoby, która napotka przedstawione problemy społeczne dopiero tutaj, czytając "Białe ciała", książka okaże się wyśmienitym obrazem poruszanych kwestii. Być może to ja czytałam już powieści dobitniej, bardziej stylowo i nieco mniej chaotycznie nawiązujące do domowej przemocy czy obsesyjnej chęci dorównania komuś. Jednak nadal nie namawiam. Za to jak najcieplej pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Szkoda, że potencjał książki nie został wykorzystany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też ogromnie żałuję bo pomysł wydawał się znakomity. Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Fabuła rzeczywiście wydaje się zachęcająca, jednak coś po drodze zostało zagubione. Nie wiem czy sięgnę po tę pozycję, może kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może Tobie wyda się mniej "rozsypana" i dasz się ponieść akcji, która toczy się faktycznie wokół ciekawego pomysłu. Nie namawiam jednak :) Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Lekkie książki zawsze fajnie czytać w wakacje, ale skoro trochę wad ma, to jeszcze zastanowię się czy nie mam lepszych pozycji do przeczytania. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest lekka książka. To, że jest napisana lekkim i łatwym w odbiorze językiem nie zmienia faktu, że porusza bardzo trudne tematy. Według mnie w sposób niekoniecznie udany. na letni czas polecam jednak coś lżejszego :) Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  6. Gdyby wszyscy pisali książki tak, jak Ty je recenzejuesz, brałbym je "w ciemno". Tym razem podziękuję. Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie, uśmiech mi się rozciągnął na cała buźkę ;) A to, ze rezygnujesz wcale mnie nie dziwi. Ja też jestem zawiedziona, niemniej spróbowałam, zbadałam przypadek i dzielę się wrażeniami. Mam nadzieję, że na korzyść większości czytelników ;) Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  7. Hmm, zastanawiałam się nawet czy nie sięgnąć po tę książkę, ale chyba jednak zrezygnuję. Dziękuję za tę recenzję. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, ze nie będzie to decyzja, której pożałujesz. Ale znam powieści, które czytasz i wydaje mi się, że także zniechęciłby Cię nieco panujący w niej chaos. Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Wolna wola czytelnika ;) Pozdrawiam ciepło i życzę pasjonujących lektur :)

      Usuń
  9. Lubie książki tego typu, więc tą z całą pewnością wkrótce przeczytam:)
    Pozdrawiam, Justyna z http://livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłej lektury :) Bardzo jestem ciekawa Twojej opinii. Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  10. Świetna recenzja! Choć rozumiem, że gubi się część przekazu i wiem, że to bardzo ważne, to nawet to co opisałaś robi naprawdę duże wrażenie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka bazuje na niewątpliwie bardzo ciekawym i istotnym pomyśle. Wykonaniu brakuje nieco płynności i pewności pióra ale na pewno nie jest to powieść, której nie warto poświęcić uwagi. Mam nadzieję, ze zrobi na Tobie dobre wrażenie, miłej lektury :) Pozdrawiam

      Usuń
  11. Również nie lubię w książkach chaosu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może moja nerwowa natura jeszcze go pogłębiła. Niemniej walka z wywołanym chaosem zniecierpliwieniem nie jest moja ulubioną czytelniczą emocją. Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń