"Dobre miasto" Mariusz Zielke 7/10

"Szare, zmrożone, pełne krzywych bloków o ziemistych barwach, z kolorami zawsze wpadającymi w brudną zieleń i rozmyty błękit, jakby w powietrzu rozpylono jakiś barwnik obrzydzający ludziom nawet najbardziej słoneczne dni" (str.30)
W "Dobrym mieście" przebywamy wraz z dziennikarką Małgosią, dla której to miasto nie jest ani obce, ani dobre. Przyjedzie trochę na zlecenie gazety, trochę na prośbę, może żądanie nieutulonego w żalu Krynickiego, bo "jego zdaniem należy mu się zemsta, a miasto musi mu ja umożliwić, skoro nie potrafiło zapobiec nieszczęściu" (169), trochę w niezgodzie na medialne ukrzyżowanie aresztowanych. Nie będzie obiektywizmu w ocenie wszystkich postaci, nie będzie jedynie świeżego oka i wrażeń nieskażonych skojarzeniami czy wspomnieniami. Małgorzata bowiem stąd wyrosła i stąd uciekła najszybciej jak mogła. I nawet nie przez rozmyte szarości i błękity, także nie dlatego, że młodzież perspektyw i szans szuka z daleka od miasteczek, dla których nawet kropki nie przewidziano na mapie. Uciekła, bo tutaj była "tą dziewczynką", "tą córką". I tutaj się wydarzyło. I zapomnieć się nie mogło. Nigdzie. Zwłaszcza tutaj.

"Nigdy nie pokazują się razem. Oficjalnie udają rywali czy wręcz wrogów. Ale mówi się, że gdy Krynicki organizuje party w swojej willi, Dąbek tam bywa, razem z burmistrzem, szefem policji, prezesem sądu, najlepszymi adwokatami w mieście, prokuratorem rejonowym, ordynatorem szpitala, szefem zakładu pogrzebowego, księdzem proboszczem i paru innymi grabarzami ludzkiej wolności." (str.272)
Mariusz Zielke rozpoczyna od postawienia prostej tezy. Porwano i zamordowano żonę Krynickiego - potentata, twórcy i szefa przynoszącego krocie nowoczesnego browaru. Ona - anioł wcielony. On - czysty jak łza. Wielki żal i wielki ból. Winnych złapano, wsadzono do aresztu, czekają na proces. Rafał, Mirek i ich katastrofalnie prymitywny kompan - winni morderstwa, jeszcze przed procesem, winni i już. Tak miało być, jest, wszyscy są zadowoleni.
Do Dobrego Miasta wraca Małgorzata, po latach, w innej roli. Ale oni wiedza, przecież to Dobre Miasto. Dlaczego wróciła, dlaczego pyta, sieje jakieś wydumane wątpliwości, wciąga w prostą przecież, choć tragiczną historię inne, postronne, niezaangażowane osoby, biedne matki, zawiedzione żony, wreszcie, cierpiącego katusze wdowca? Od początku zawisa nad nią widmo tak modnego w małych społecznościach stwierdzenia - nieważne: prawda czy nieprawda, z dobrym wynikiem czy złym, ważne że zrobione.
"W świecie, w którym są już ustalone oficjalne wersje, każda nowa, burząca te główne, staje się problemem. A jak jeszcze ktoś chce ja opublikować w mediach... O, to dopiero robi się problem. Nikt nie lubi problemów i nieoficjalnych wersji. To znaczy, lubią je internetowi spiskowcy i nieroby, ale kto by ich słuchał!" (str.303)

Tylko kto jest kim? I dlaczego dziennikarka i zainteresowany nią policjant w ogóle robią coś więcej niż oddanie się romansowi? I po co w ogóle pytać tych wzajemnie się pilnujących ochroniarzy? I ludzi niewinnych... Natalię po co pytać? TĘ Natalię, której Małgosia już nie zna, nie słyszy, pamiętać nie umie ani zapomnieć? A w ogóle po co wspominać Agnieszkę Krynicką... o zmarłych nigdy źle... dobrze też już niekoniecznie... Przecież wszystko zostało ustalone i omalże udowodnione na pierwszej stronie powieści. Przecież wiadomo jak było. Przyznali się, opowiedzieli, zapisane, zarejestrowane. No przecież wiadomo. Czyżby?
Dzieje się nam "Dobre miasto" tu i teraz, w rozpaczy krystalicznie czystego biznesmena i wszystkim, co pozostało po anielsko dobrej zonie; dzieje się w myślach przykutych do zostawionej przez Małgorzatę w Warszawie 'niemiłości'; dzieje się w powrotach baraków i ulicznych wojenek; dzieje się w gangsterskim uśmieszku; w zakochaniach, odkochaniach, życiowych prostych historiach i tych dramatycznych, okrutnych, niszczących psychicznie, ściągających na dno. Poszatkowane na lata, dekady, okresy szkolne, zawodowe, złe i dobre, wspólne i osobne, życie bohaterów prowadzi nas przez przypuszczenia, samokreujące się w głowie oskarżenia i uniewinnienia. Autor lawiruje, poddaje w wątpliwość, puszcza oko do naszej pewności, każe zmieniać zdanie o bohaterach, złościć się na kłamstwo, które przyjęliśmy za prawdę - jednym słowem tworzy dobrą, interesującą powieść kryminalną.
Nie jest to kryminał napisany dla zabawy. Nie jest też łatwy, nie omija polityki, nie ucieka od osądów zabarwionych wewnętrzną złością lub przynajmniej kąśliwa ironią. To gęsta, mroczna opowieść, wymagająca czasu i cierpliwości. Jest tutaj dokładna analiza środowisk miejskich. Jest wskazanie palcem na przyzwolenie na bandytyzm, korupcję, kłamstwa. Jest piętnowanie milczenia. Jest zgroza nieprzemijających traum z dzieciństwa czy młodości. Jest bałagan w głowach, osądach, kpina z ufności i sprawiedliwości. To książka do czytania i myślenia. A zakończenie i tak zaskoczy. Konkludując... czyż nie tak właśnie wygląda dobry, ambitny kryminał z Polską i Polakami w tle? Polecam. Warto.
Wydawnictwo: Czarna Owca, 2018
Liczba stron: 480za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Czarna Owca