Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielicie się ze mną komentarzami, wrażeniami, wdacie się ze mną w dyskusje i polemiki.

Dziękuję za każdy komentarz, za każdy ślad, który zostawiacie.

To, że czytacie moje recenzje i książki, które subiektywnie acz z wielką szczerością i przyjemnością staram się ocenić, oraz to, że chcecie mi o tym powiedzieć, jest dla mnie najpiękniejszą nagrodą.

poniedziałek, 5 listopada 2018

O sianiu burzy.

  "Fracht" Grzegorz Brudnik  10/10 

Kiedy w porcie zbiera się mgła, gdy poły płaszczów rozrywa huragan Christina, gdy na niewinnym z pozoru Bałtyku, siedmiometrowe fale przypominają o gniewnym charakterze żywiołu, w pobudzonych mroczną naturą ludziach budzą się demony. Zdarzają się katastrofy, objawiają się czyny niepojęte dla maluczkich, przetaczają się zakotwiczone w przeszłości historie, których finał rwie sumienia nawet najbardziej odpornych, panujących nad emocjami świadków, śledczych, ba, nawet byłych żołnierzy jednostek specjalnych. W ten świat, pełen nieprzyjaznych wichrów i lodowatej wody, w świat pełen fałszywych przyjaciół, spisków i żądzy pieniądza większej niż szacunek dla ludzkiego życia, zabiera nad w swojej drugiej powieści Grzegorz Brudnik. 

Moje pierwsze spotkanie z autorem, przy okazji wydanego rok wcześniej "Mayday", stało się niespodziewanym zderzeniem z objawieniem. Zachłyśnięta stylem, formą opowieści, niezwykłą mieszaniną faktów i doskonale z nimi zgranej fikcji, Świetnie budowanych postaci pierwszo i drugoplanowych, dokonałam czynu, który zdarza mi się nader rzadko. Oceniłam debiut na 9 w dziesięciostopniowej skali. Dzisiaj wiem, że nie popełniłam błędu, nawet się o ów błąd nie otarłam. Druga powieść Pana Brudnika,"Fracht", okazała się bowiem doskonałym rozwinięciem skrzydeł jeszcze szerzej, jeszcze dalej ponad przeciętność i w jeszcze pewniejszej gotowości do lotu. Proszę Państwa, polska literatura wzbogaciła się o postać nieprzeciętną. Bo jakże ten Brudnik potrafi opowiadać!

Katastrofa promu na Bałtyku to pierwsza iskra, zarzewie, trzeba przyznać niezwykle efektowne i na pewno w bardzo 'hichtcockowskim' stylu. Bo gdy przemierzymy pierwsze rozdziały, chcąc niemal fizycznie wtargnąć na karty książki by ratować, podtrzymywać, wyławiać bohaterów, by użyć własnej siły dla zmienienia nieodwracalnego, to okazuje się, że ten opis, to szarpanie emocjami, to gwałtowne wciągnięcie nas pod wodę, to jedynie preludium. 
"Kolejna fala zassała go pod wodę i cisnęła o leżące na boku i pozbawione wózków szczątki wagonu. Poczuł ból, ale instynkt zadziałał prawidłowo. Nie otworzył ust. Nie krzyknął. Dał sobie szansę na przeżycie." (str.38)
Z rozdziału na rozdział staje się oczywiste, że autor nie przewidział wynurzeń dla zaczerpnięcia oddechu. Od nurkowania w Bałtyku, poprzez spacery po lodzie w arktycznych temperaturach, od walki na dźwigach o niebotycznej wysokości po staczanie się po oblodzonym trapie, od przystawionego do skroni pistoletu po domniemane samobójstwa - przemierzamy nieprzyjazny świat, mierzymy się ze złymi ludźmi by czynić dobro. Bo jak twierdzi sam autor, człowiek z natury nie jest zły. Zatem o cóż innego może walczyć jego bohater, wraz z niezwykle różnorodnymi współtowarzyszami o nieposkromionym uroku osobistym, jeśli nie o to, by świat pozbył się zła i mógł na powrót zanurzyć się w dobrych uczuciach - w miłości, zaufaniu, podziwie. 

Bohaterowie "Frachtu" to postacie nietuzinkowe. Zauważyłam też, że ową nietuzinkowość autor stale pogłębia zmieniając nieco, w stosunku do wcześniejszego "Mayday" styl zachowania, poziom zaangażowania czy reakcje osób, które w pierwszej powieści mieliśmy już przyjemność poznać. O ile Aleksander Gall dotąd jawił mi się jako postać mroczna, stworzona głównie z pozbawionych emocji, bardzo opanowanych, czasem srogich zachowań, o tyle tutaj staje się on człowiekiem z krwi i kości. I choć nadal okazywanie emocji to rzecz dla niego bardziej wymuszona niż naturalna, to jednak autor serwuje nam pęknięcia skorupy - dla przyjaźni, dla nadal odległej ale jednak odzyskanej miłości, dla łagodnego zrozumienia zachowań niekoniecznie zgodnych z prawem, niemniej bardzo ludzkich. Nie byłoby Aleksa w wydaniu, jakie zaplanował dla niego autor, gdyby nie fenomenalnie rozbudowana postać Baldura, człowieka wszelkich talentów, wszelkich koneksji i wszelkich ciepłych uczuć jakie postać może budzić w czytelniku.
"Baldur był niesamowitym człowiekiem. Wszędzie na świecie miał kogoś, kto mu wisiał przysługę. Albo kogoś, na kogo miał haka. A jeśli nie miał, to w każdej chwili mógł zdobyć. Wszyscy skrywamy tajemnice."(str.272)
Jest i wszechobecny, spadający z nieba i wyrastający spod ziemi Nate. 
Znakomita trzyosobowa forma wybawienia, rozbawiająca do łez, denerwująca, budząca wściekłość do czerwoności. Kochana przez przyjaciół, znajomych, współpracowników, nienawidzona przez przeciwników - przez nas, czytelników, uwielbiana. 

"Fracht" to nie tylko idealna ekipa na tropie spraw niewykrywalnych, to nie tylko grupa mężczyzn doskonałych, niezatapialnych, niezniszczalnych, postawionych naprzeciw nieprawości. To także całe plejady drugoplanowych bohaterów, którzy dodają powieści niespotykanego smaku. To postacie, które wyrwane z wielkiej polityki okazującą się być szumowinami, to naukowcy, którzy kryją tajemnice wzbudzające mordercze instynkty nawet u osób o niezwykle łagodnym usposobieniu. To znów, jak w poprzedniej powieści, przyjaciele, którzy nimi nie są i nieprzyjaciele, które zadziwią szlachetnością i pomocą. To wzbudzający moją niezwykłą sympatię ludzie mrocznego świata - Książę i Venom, to kobiety o niezwykłych zdolnościach i czasem zupełnie niezwykłej urodzie, jak w przypadku Lodowej Carycy, to szereg maleńkich "statystów", zawsze traktowanych przez autora z szacunkiem i dbałością o szczegóły.

Zapomnijmy o jednowątkowości, zapomnijmy, że to powieść o katastrofie, zapomnijmy, że podstawę sensacji stanowi rozwiązanie zagadki w sposób brutalny i jednoznacznie prowadzący do niewątpliwej sprawiedliwości. Grzegorz Brudnik zburzy bowiem każdy stereotyp. Podaruje nam dziesiątki wątków pobocznych, z których każdy okaże się równie ciekawy jak główny. Podaruje nam opisy ściśle techniczne czy medyczne, które mimo specjalistycznych nazw i znaczących liczb, czyta się niczym opowieść w bliskim nam, potocznym języku, zatroszczy się o to, byśmy nie poczuli się mniej zorientowani od bohatera, zapyta w naszym imieniu o niejasności. Rozbawi nas przekomarzaniem się bohaterów w sytuacjach zagrażających życiu ale i zmrozi krew prowadząc ich w stronę śmierci z taką pewnością literacką, że nie potrafimy się nie bać, że to już jednak koniec.
"Tyle razy dotąd ryzykował życie. Tyle razy porywał się na rzeczy tak absurdalne, że rozbawiona śmierć przyrządzała popcorn i zapraszała kumpli na seans, w trakcie którego niektórzy z nich trzymali nawet za niego kciuki. Świat kocha zuchwałych ludzi. Teraz Gall tez potrafiłby się wznieść na wyżyny kreatywności. Znów mógłby wszystkich zaskoczyć. Znów poświęcić wszystko, by uchwycić się tej jednej jedynej szansy. Ale tej szansy nie było i nie będzie. " (str.486)
Brudnik prostuje drogi nie do przejechania, konstruuje maszyny nie do wykonania, znajduje ratunek tam, gdzie nie ma prawa go być. Wreszcie, gmatwa nawet te sprawy, których zagmatwać się zwyczajnie nie da (no przecież się nie da!). 

Dodatkowo, autor w swej niesłychanej sympatii dla kolegów po fachu, wkłada w dłonie Aleksa książkę Wojciecha Chmielarza, a na biurku znajomego armatora kładzie debiutancką powieść Rafała Cichowskiego. Młodego pomocnika bosmana nazywa po znakomitym koledze Kubą Ćwiekiem. Zaś amerykański żandarm o jakże niespotykanym nazwisku - Jack Reacher, to już wisienka na torcie. Ukłon w stronę czytelników został tez złożony poprzez dzielenie się z nami tytułami lubianych powieści, nazwiskami podziwianych artystów (w tym islandzkich! ach, jak bardzo w moim guście) czy tez oper, wielkich dzieł klasycznych czy musicali, które muszą stanowić dla autora ulubioną formę odpłynięcia w artystyczny świat. A ze wszystkiego co opisane, zbadane, po wielokroć przeczytane w źródłach i przełożone na język bliski czytelnikowi, wyziera niesłychana miłość do Bałtyku, oddanie pracy badawczej i pasja, której wypadałoby jedynie pogratulować i pozazdrościć. 

W moich rękach znalazła się sensacyjna powieść doskonała. Nie znajduję elementu, który musiałabym skrytykować. Nie znajduję powodu, by jakikolwiek fragment uznać za nieodpowiedni, by zastanowić się nad sposobem ulepszenia tej znakomitej książki. Czytelnik chłonie oczami świat bohaterów wślizgując się leciutko uchylonymi drzwiami w świat autora. A potem odkłada powieść już oczekując kolejnego spotkania z bohaterami i ich przygodami, podanymi w tak znakomitej formie. Bowiem każda chwila spędzona z "Frachtem" była czystą przyjemnością. Polecam z całego serca. 

Wydawnictwo: Filia (Mroczna Strona), 2018
Seria: Aleksander Gall (tom2)
Liczba stron: 582

9 komentarzy:

  1. Potak zachęcającej i entuzjastyczny i recenzji, chce się czytać książkę niemal natychmiast. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I uwierz mi, że jest to wniosek idealny! Zachęcam, naprawdę warto, ja jestem zachwycona. Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  2. Już po przeczytaniu twojego wprowadzenia w bardzo ciekawy klimat byłem przekonany do lektury. Kolejne wisienki na torcie wyglądają niezwykle obiecująco. Dziękuję bardzo i życzę Ci miłego dnia 🌞

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę :) Jestem przekonana, że ta najwyższych lotów sensacja dostarczy Ci wielu miłych wrażeń ;) Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  3. Oj zapisałam sobie tytuł. To jest coś, co lubię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest szybko, ciekawie i bardzo efektownie :) Życzę miłej lektury. Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  4. Czy przed lekturą tej książki konieczna jest znajomość MAYDAY?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie jest konieczna. Wprawdzie autor nawiązuje do kilku wydarzeń z przeszłości, spotykamy też ponownie kilkoro poznanych w "Mayday" bohaterów, niemniej książka opowiada o zupełnie innym wydarzeniu i innym śledztwie. To odrębne opowieści. Życzę miłej lektury :) Ps. Ja oczywiście polecam oba, równie dobre tomy.

      Usuń
  5. Gatunek kompletnie nie "mój" ale muszę przyznać, że po przeczytaniu Twojej recenzji trochę zaczyna mnie kusić - umiesz dobrze sprzedać książkę ;) Od dawna mam "Mayday" na czytnik, więc po nadrobieniu pierwszej części pewnie sięgnę po kolejną.

    OdpowiedzUsuń