Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielicie się ze mną komentarzami, wrażeniami, wdacie się ze mną w dyskusje i polemiki.

Dziękuję za każdy komentarz, za każdy ślad, który zostawiacie.

To, że czytacie moje recenzje i książki, które subiektywnie acz z wielką szczerością i przyjemnością staram się ocenić, oraz to, że chcecie mi o tym powiedzieć, jest dla mnie najpiękniejszą nagrodą.

wtorek, 12 marca 2019

O kobiecie imieniem Walka.

"Gambit" Maciej Siembieda  10/10

Recenzja przedpremierowa

Premiera książki: 3 kwietnia 2019.

 

Bywa, że pod koniec życia, może równie często jak pod koniec fikcyjnych tworów literackiej wyobraźni, pielęgnowane latami przekonanie, opinia zakorzeniona w naszym umyśle od wielu dekad, okazuje się być mylna, krzywdząca, tragicznie niezgodna z prawdą. Bywa, że sploty przypadkowych zdarzeń, kilka niewinnych kłamstw, jedno wielkie oszustwo na miarę ratowania własnej skóry dają rezultat, który zmienia nasze ścieżki, nasze decyzje i reakcje tak bardzo, że świat dzieje się równolegle do tego, który kiedyś, gdzieś, dla siebie i najbliższych tworzyliśmy. 
"Dziś tu, jutro tam. Dziś łóżko u kogoś, kto ja przygarnął pod dach, jutro więzienna prycza, pojutrze partyzancka ziemianka i kwatera w koszarach US Army. I karuzela wydarzeń wokół wirująca tak szybko, że nie sposób było na którymś zatrzymać oczy i zdobyć się na refleksję. Takie życie nie sprzyja planom, decyzjom, za które trzeba wziąć odpowiedzialność, deklaracjom. W takim życiu przyszłość jest pojęciem abstrakcyjnym." (str.262)

Bywa, że biorąc do ręki powieść jednego z ulubionych autorów dostajesz opowieść, która okazuje się być inną od poprzednich ale jakże dobrą, jak bardzo nie pozostawiającą wątpliwości co do klasy, jaką należy jej przypisać. Bywa, że dostając "Gambita", dostajesz książkę tak doskonałą, że kończąc ją, ze zdziwieniem postrzegasz, że to już, że koniec, że nie będzie kolejnego rozdziału. A przecież dopiero zaczęliśmy wygodnie układać się w tym świecie.

Świat, o którym mowa to nasza polska rzeczywistość - dosłownie, gdy osadzona jest na ziemiach niegdyś i obecnie zamkniętych w naszych granicach i ta odległa, wyrzucona poza Polskę, Europę nawet, ale na polskich sprawach skupiona. Historyczna i bardziej nam współczesna. Rozciągnięta przez część Czarną - wojenną, straszną i przejmującą trwogą, rzucającą bohaterami po miejscach odległych od siebie o wiele setek kilometrów i część Białą - równie niespokojną, pełną zawirowań i niepewności ale bez świstu kul, skupiającą uwagę nie tyle na sile fizycznej co na intelekcie. Jak w szachach - Białe rozpoczynają partię, mogąc poprowadzić zagranie wedle tego, co dyktuje pamięć i umysł, Czarne stawiają mury, bronią się, stosują uniki by, jeśli to możliwe, przejąć inicjatywę. O tym zresztą, że Maciej Siembieda od początku buduje swą opowieść na stałym porównaniu dziejów bohaterów z rozgrywką szachową, nie uda nam się zapomnieć ani przez chwilę - będą metafory, wtręty, wreszcie, będzie gambit.

Bohaterką autor uczynił Wandę, dziewczynę o łemkowskich korzeniach, podkarpackiej duszy i odwadze godnej dziesiątków ludzi, mieniących siebie wojownikami. Od Jasła, poprzez Starachowice, ku Monachium i Waszyngtonowi będzie ona ze sobą niosła głęboką wiarę w to, co czyniło jej młodzieńcze życie pięknym i sprawiedliwym. Będą nią rządziły nieprawdopodobne przypadki i decyzje o trudnych do przewidzenia skutkach. 
"Gdyby tylko mogła mu powiedzieć, jaka jest jej prawdziwa misja na Podkarpaciu. Że odkryła coś, co może wszystko zmienić. Że kiedy dowiedzą się o tym Anglicy i Amerykanie, z pewnością nie pozwolą, aby Sowieci zostali w Polsce po wojnie. I wtedy Armia Krajowa powita tu marszałka Żukowa jako sojusznika w walce z Hitlerem, ale powita go z karabinem przewieszonym przez ramię." (str.108)
Śmierć będzie trzymała Wandę za gardło lub przemykała obok niej niezauważenie niczym kot. A przy tym, przyjdzie jej spotkać na swej drodze ludzi, którzy tworzyli polską historię: tych wyrosłych z wyobraźni Macieja Siembiedy i tych, o których autor i my wiemy, że istnieli, że nieśli dobro i niepodległość albo wręcz przeciwnie, że kalali się zdradą, służalczością i kłamstwem. Wszyscy oni stworzą obraz, który poprowadzi nas od dni przed wybuchem drugiej wojny światowej, przez pola bitewne, więzienia, partyzanckie lasy, po ruiny Monachium, konferencyjne sale amerykańskiego wywiadu i znów do Niemiec w przepiękne alpejskie strony. Wszyscy oni stworzą Wandę w formie, jaka będzie nas prowadziła przez opowieść o swoim życiu, przez łzy, tęsknoty, upokorzenie zdradą, upór, wielka chęć zemsty, rzadkie chwile spokoju.

Mimo, że inna niż te, do których przyzwyczaił nas autor, książka okazała się być równie pochłaniająca. Jest bardziej płynna, zapewne dzięki temu, że w przeciwieństwie do cyklu z Jakubem Kanią, tutaj pojawia się bardziej zgłębiony, piękniej opisany wątek miłosny. Miłość, choć jak twierdzi sam autor, stanowić ma jedynie spoiwo burzliwej historii jest, jak wszyscy wiemy, zachłanna. Zagarnia uwagę czytelnika na tyle, że staje się pełnoprawnym udziałowcem chwały "Gambita", jednym z aspektów czyniących te opowieść niezwykle atrakcyjną. 
"Kiedyś w opuszczanej cerkiewce, niewidziani przez nikogo, udali własny ślub. Baz kapłana, na niby. Bo żyli na niby. Jak turyści w podróży poślubnej dokoła świata, którzy niechcący zabłądzili do krainy zła i wojny." (str.112)
Tak mocno, jak skupiamy się na historii naszego kraju i krajów naszą historię uzupełniających - zarówno sprzymierzonych jak i wrogich, tak samo przyciąga nas wątek miłości i 'niemiłości', radości uczuciem stworzonej i bólu po jej stracie. Wątek rozszarpany pomiędzy lata składające się na życie bohaterki, będzie przywracał nas na tory obyczajowości, piękna i subtelności. Będzie dawał nadzieję, umacniał wiarę po tym, jak autor z dziennikarską precyzją obdarzy nas faktami z tragicznych wydarzeń, nazwiskami, które żal znać.

"Gambit" jest książką doskonałą. Bawiącą się emocjami, każącą Wandzie być jednocześnie naiwną i silną, prostą i ogromnie złożoną; zaskakującą nieprawdą tam, gdzie położylibyśmy życie na szali oceny kogoś lub czegoś jako prawdziwe; budującą fikcyjna opowieść na latach dociekań, pielęgnowania historycznej pasji autora. I choć zasiadamy do tej partii we dwoje: czytelnik i autor, to Maciej Siembieda gra białymi a nam pozostaje zagrać tak, jak on nakaże albo poważnie rozważyć gambit. Tylko co poświęcimy? Może noc? Może niewiedzę? Będzie warto.

Wydawnictwo: Agora SA, 2019
Liczba stron: 416 (wersja wstępna)

dziękuję wydawnictwu Agora S.A. za przedpremierową wersję książki

7 komentarzy:

  1. Generalnie tylko w szachach istnieją białe i czarne figury. W życiu nic nie jest jednoznaczne jak odcienie szarości. Ta powieść na pewno trafi w moje ręce. Dziękuję za bardzo ciekawą propozycje i pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie świat dzieli życie na dobre i złe, lecz ludzie. Pięknie o tym pisać nigdy nie za wiele... A jeszcze podać tak, by połączyć sensację, romans i powieść historyczną - to dar. Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę :) Na pewno się nie zawiedziesz, pozdrawiam.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Bo sama książka jest niezwykła, pięknie napisana, smutna i pełna energii zarazem, daje spokój i żal. Warto ją poznać, pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  4. Z wielką ciekawością sięgnę po tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń