"Rana" Wojciech Chmielarz 9/10

Współczesne kojarzenie szkoły z budynkiem, zmarnowanym czasem, nudnymi
nauczycielami i jeszcze nudniejszymi lekcjami jest typowe, nagminne i
powierzchowne. Zapominamy często, że jest ona także miejscem, w którym
młodzież, bywa że drastycznie, zderza się z prawdą o relacjach z innymi
ludźmi. Zapominamy także, że to miejsce, w którym ostatnimi siłami
łapiemy się szaleństwa, bezkarności i beztroski, które dane nam są przed
krokiem w największą życiową pułapkę - dorosłość. Zapominamy, że szkoła
to mały świat pełen wszystkich możliwych odcieni.
To wielkie szczęście, że istnieją pisarze pokroju Wojciecha Chmielarza,
którzy zabierając czytelnika w wykreowany przez siebie świat robią
wszystko, by ów świat poznać dogłębnie, by wyciągnąć jego
najmroczniejsze sekrety na powierzchnię, pokazać to miejsce, opisać,
nazwać bez ogródek. By wreszcie pokazać nam, że to, co czyni prawdziwą
szkołę, to ludzie - z traumami, wzorcami, stereotypami. Z powielaniem
rodziców, ze skrywaniem tragicznych wypadków z przeszłości, z często
podwójnie prowadzonym, nastoletnim życiem, z gniewem czerpanym z rodzicielskiej agresji.
"Nie chodziło o to, że Sławek bał się ojca. To było coś głębszego, bardziej pierwotnego. Instynktowny szacunek, wpojony przez lata bolesną tresurą. jak u młodego wilka, który boi się rzucić wyzwanie samcowi alfa, nawet jeśli ten jest już stary i powłóczy łapami." (str.380)
I jeśli, jak w niektórych recenzjach, ktoś twierdzi, że tło rysowane
przez Pana Chmielarza w "Ranie" jest nieprawdziwe, przejaskrawione i
dalekie od prawdy, pozwolę sobie zapytać: Kiedy ostatnio przyglądałeś
się plątaninie młodych i dorosłych dusz, spędzających ze sobą połowę
każdego dnia? Bo Wojciech Chmielarz uczynił to najwyraźniej bardzo
niedawno. Co więcej, uczynił to bardzo dogłębnie. Jak ja czynię to co
dzień.
Spojrzenie w głąb tego, co wynosimy ze sobą poza mury własnego, małego
mieszkania, autor podzielił na dorosłe i młodzieńcze perspektywy.
Budzącą słuszne skojarzenia z przestarzałym już, stereotypowym obrazem
Pani Nauczycielki Klementynę, obarcza przeszłością nie do wybaczenia.
Każe jej dźwigać winę, która pali żywą raną przez całe lata, po śmierć.
"Koszmary trwały od tak dawna, że czasami miała wrażenie, że stały się jej immanentną częścią. Nowym organem ciała, chociaż bolesnym i niepotrzebnym. Nowotworem snów." (str. 237)
Gwałtowne, budzące współcierpienie wspomnienia z przeszłości powodują
nasz sprzeciw, niezrozumienie, gwałtowny opór w zderzeniu z rolą
społeczną, jaką przychodzi Klementynie pełnić w przedstawionym momencie
życia.
Przeciwstawiony dojrzałej nauczycielce obraz młodych ludzi jest niczym
fajerwerk. Pełen ufności, która prowadzi do zguby, wściekle podlegający
modom, chęci zaistnienia, przeciwstawienia się regułom. Taki świat,
wiemy to przecież, nie jest niczym nowym. Może po prostu jest jednym z
tych tematów, które dorośli doskonale znają i równie doskonale omijają
zaprzeczając faktom i przypuszczeniom. Śmierć jednej z uczennic -
Marysi, jak i jej powód, również nie jest niespotykanym przypadkiem.
Zachowania młodych ludzi, prowadzące do niszczenia słabszych jednostek
nie są dziwne. Ale to Wojciecha Chmielarza trzeba by pokazać je tak, że
wydają nam się nieprawdopodobne czy wręcz odstręczające, by obudzić w
nas czujność albo oburzenie, bo wreszcie przez rany, ból i krew pokazać,
że taka bywa prawda. Bo o prawdzie też trzeba pisać wyjątkowo, a autor
to potrafi. W fikcyjnym świecie zbrodni ukrywa klucz do emocji, którym
dzięki niemu połączą wyobraźnię z tym, co jest zupełnie realne.

To jest niezwykle dramatyczna opowieść. Opowieść o domach, które
zabijają obojętnością, ukrywanymi nałogami, przemocą, zgodą na zło i
samym jego potęgowaniem. Opowieść o jątrzących się latami, nawet
pokoleniami ranach, na które nie ma leków, okładów, znieczuleń. Opowieść
o genezie naszych dramatycznych zachowań.
"Była wybrakowana. Nie wiedziała dlaczego. Nie rozumiała, kto ją zepsuł i w jaki sposób, jednak właśnie to się wydarzyło. jakby ktoś zakradł się w nocy do ich domu (...) i wykradł jej serce, a na to miejsce podłożył zimny, twardy kamień." (str.263-264)
Nie ma tutaj miejsca na niedopowiedzenia, ale też nie ma wskazywania
palcem tych, o których można bez wątpliwości powiedzieć: winny. Po
lekturze tej książki pozostaje przekonanie, że wszyscy krążymy wokół
wydarzeń, ludzi, decyzji, które ranią, które pozostawiają ślady, i które
pewnego dnia mogą okazać się śmiertelne. Dla nas lub kogoś, kto stanie
na drodze naszych chorych wyobrażeń.
Wydawnictwo Marginesy, 2019
Liczba stron: 414
dziękuję Wydawnictwu Marginesy oraz portalowi czytampierwszy.pl
Wszyscy jesteśmy naznaczeni traumą, mamy ją w genach - wojna jedna i druga, potem zmiany ustrojowe. Musi wymrzeć jeszcze całe pokolenie aby zatrzeć jej ślady. Mam nadzieję, że nie przetrwali najbardziej prymitywni, najsilniejsi, że nie całkiem wyginą wrażliwi.
OdpowiedzUsuńMasz rację. Książka sięga głęboko w powody zachowań, które odbijają się echem na naszych współmałżonkach, dzieciach, przyjaciołach. Czasy nie sprzyjają wrażliwości. W cenie są pseudo odważne, kpiarskie, agresywne zachowania. Nie wiem czy zmienimy kierunek... czasem bardzo mocno wątpię. Wojciech Chmielarz chyba też. Pozdrawiam serdecznie : )
UsuńTa książka to mój czytelniczy Must Have. 😊
OdpowiedzUsuńGdybym przeczytała ja wiele miesięcy później, chyba miałabym do siebie pretensje ; ) To jedna z książek, po którą warto sięgać już, natychmiast! Polecam :)
UsuńTyle pozytywnych słów o książce, tyle pozytywnych opinii, że na pewno i ja nie przejdę obok niej obojętnie :)
OdpowiedzUsuńWidziałam i słowa zawodu. Niestety ktoś, kto szuka przepełnionego szybka akcją kryminału może poczuć się zawiedziony. Bo choć rzecz jasna takich wątków nie brakuje, to jednak ta książka ofiaruje o wiele więcej - analizę zła, przykłady zdarzeń, które piętnują na całe życie, prawdę o tym, co nosimy w sobie. Dla mnie tego typu kryminał zyskuje ogromnie na wartości. szczerze polecam : )
Usuń