"Duchy Jeremiego" Robert Rient 9/10

Jesteś
zwykłym chłopakiem z podwórka, kopiącym piłkę, biegającym częściej czy
rzadziej do szkoły, mającym przyjaciela, sąsiadki, mieszkanie, w którym
od zawsze mieszkasz jedynie z mamą. Ot, życie młodego polskiego
chłopaka, bicie się o "ideały", czasem lądowanie na dywaniku u
dyrektora, czasem nieporozumienia z kolegami. I nagle dzień po dniu, ba,
chwila po chwili, życie zmienia się w sposób praktycznie niemożliwy do
pojęcia. Przynajmniej nie naraz. I nie natychmiast. A czy w ogóle?
Mama, wiecznie żująca goździki, to teraz mama chora na raka, odchodząca wbrew niezgodzie Jeremiego w coraz mniej przesycone nadzieją krainy. Ciotka, całkiem przyjemnie kojarząca się wcześniej z niezwykłymi rozmowami, wlewa swoje "opętanie przez Boga" w spokojny dotychczas świat chłopca. Dziadek z "alszajmerem", złamany przeszłością Sybirak i wdowiec po "ocalonej Żydówce", której duchy wymordowanej rodziny kazały odejść za sobą. Sąsiadka, która uświadamia Jeremiemu czym była Zagłada, która opowiada ku niezapomnieniu ale jednocześnie tworzy w duszy chłopaka kolejnego demona. No i przede wszystkim... skora ocalona Żydówka, skoro Zagłada to i nagła świadomość, że jest się Żydem. A przecież mama ateistka, a przecież dziadek nie-Żyd, a przecież do znienawidzonego kolegi zawsze "Ty Żydzie" było najtrafniej...
Mama, wiecznie żująca goździki, to teraz mama chora na raka, odchodząca wbrew niezgodzie Jeremiego w coraz mniej przesycone nadzieją krainy. Ciotka, całkiem przyjemnie kojarząca się wcześniej z niezwykłymi rozmowami, wlewa swoje "opętanie przez Boga" w spokojny dotychczas świat chłopca. Dziadek z "alszajmerem", złamany przeszłością Sybirak i wdowiec po "ocalonej Żydówce", której duchy wymordowanej rodziny kazały odejść za sobą. Sąsiadka, która uświadamia Jeremiemu czym była Zagłada, która opowiada ku niezapomnieniu ale jednocześnie tworzy w duszy chłopaka kolejnego demona. No i przede wszystkim... skora ocalona Żydówka, skoro Zagłada to i nagła świadomość, że jest się Żydem. A przecież mama ateistka, a przecież dziadek nie-Żyd, a przecież do znienawidzonego kolegi zawsze "Ty Żydzie" było najtrafniej...
Jest w otaczających Jeremiego ludziach teraźniejsze umieranie, oddalanie się, dziwaczenie. Jest wdzierająca się nagle w ową teraźniejszość wizja przeszłości przemieszczającą się między Syberią a obozowym odczłowieczeniem. I wszystko to wręcz niewiarygodnie przekazane nam ustami nastolatka, który przecież ma na głowie pierwszą miłość, i szaleństwa z Augustem też ma, i ma szkolne niespodziewane bijatyki. Wszystko to ma bo mieć musi jako uczniak, jako zwykłe zagubione w świecie dorastania dziecko. I klnie, i nie dowierza, i buntuje się, i agresywnie zaprzecza.
Niesamowity język tej książki sprawia, że ani na chwilę nie przestaje się myśleć o autorze jako o Jeremim. Trzeba ogromnego talentu by, jak Robert Rient, nawet na chwilę nie wrzucić w tekst swoich dorosłych doświadczeń, odczuć, reakcji. Bo nawet kiedy płakałam nad ostatnimi stronami, kiedy czytałam dorosłe decyzje, dorosłe słowa, dorosłe obserwacje ostatnich opisanych chwil, to była to gwałtowna, zupełnie przedwczesna dorosłość chłopaka, któremu świat zgotował duchy przeszłości i teraźniejszości w ilości zbyt ogromnej, ilości, której prawdopodobnie nie umiałabym unieść ja ani nikt ode mnie starszy, jeszcze bardziej doświadczony. Ta książka boli, rozszarpuje niemożnością walki, budzi opór, chęć opieki, niezgodę. A tak mocno wzrusza, tak pięknie trąca najczulsze struny, że zasługuje by po niej po prostu westchnąć... i pomilczeć.
Wydawnictwo: Wielka Litera, 2017
Liczba stron: 296