"Mroczna cisza" Will Dean 6/10

W "Martwej ciszy" obiecująca spokój, przerywana wizytami w szpitalu, próbami zagojenia ran i zażegnania dawnego konfliktu egzystencja w
szwedzkim, zagubionym w lasach miasteczku, nagle zostaje złamana
zbrodnią. W głębi lasu, w pobliżu odludnej, maleńkiej miejscowości,
znalezione zostają dwa ciała pozbawione oczu. Przypomina to
nierozwiązaną sprawę
morderstw sprzed dwudziestu lat. Wtedy też mordowano mężczyzn, wtedy też
wyłupywano im oczy.
Głucha reporterka
małej lokalnej gazety, stacjonującej w pobliskim miasteczku Gavrik,
natychmiast wyrusza na poszukiwanie winnych, a przede wszystkim tematu,
który uczyni ją sławną, pozwoli odnaleźć miejsce wśród twórców wielkich tytułów
medialnego świata. Sprawa ta jednak okazuje się być dla Tuvy powodem walki z
zupełnie inną ciszą niż ta, znana jej z codzienności.
"To cisza ostateczna, tak jak ostateczna jest śmierć. Jest gęsta i głęboka. Jeśli chce, mogę się nią otulić. I mogę ja włączać i wyłączać, a wy nie." (str.83)
Gdzieś na skraju tego budzącego niepokoju, starego, rozległego lasu, na wydartym mu poletku, w kilku
domach, dzieje się przedziwne życie. Każdy z mieszkańców to odmieniec,
osoba wypełniona zagadkami. Jeśli nie produkuje ohydnych trolli to
skrywa się tutaj przed przeszłymi oskarżeniami. Maleńka kraina
ciemności, niepewności, gdzie każdy spoza niej jest intruzem.
Podczas
śledztwa okazuje się, że miasteczko skrywa niejedną tajemnicę. Że nie
jest tak, jak sądzi większość obserwatorów. To nie jest maleńka
społeczność pozbawiona wad, żyjąca w zgodzie z naturą i polująca tylko,
gdy tego potrzebuje.
"Jeśli dobrze się rozejrzeć, prawie każdy w tym miasteczku ma
motyw, żeby zabić prawie każdego z pozostałych mieszkańców." (str.244)
Właśnie
tutaj swoje śledztwo prowadzi dziennikarka, która wróciła w te strony
opiekować się chorą matką. Czy fakt, że jest głucha, przyda jeszcze
większej niepewności i lęku czy zostawi zewnętrzny świat poza bohaterką?
Czy będzie na tyle dociekliwa by znaleźć tego, kto zabija i wyłupuje
oczy? Czy zostanie ocalona?
Bardzo
obiecujący początek wskazywał na lekturę mroczną, pełną
tych małomiasteczkowych tajemnic, które zwykle prowadzą do wielkich
zbrodni. Wydawca dodatkowo obiecywał, że kryminał roztoczy "atmosferę
rodem z Twin Peaks". I faktycznie, wrażenie pozbawionego barw,
rozedrganego strachem i niepewnością niepokoju, wykreowana przez Willa
Deana, nie zawodzi. To co otrzymujemy, to od pierwszego do ostatniego
rozdziału mroczna
opowieść ze szwedzkiego lasu. Lasu, który tutaj nie jest ostoją spokoju
czy pełną półcieni świątynią odpoczynku. Tutaj las to siedlisko
nieprzyjaznej zwierzyny, kąsających owadów, rozkładających się resztek
zwierząt. I ludzi? Las jako gęstwina pełna pułapek, tajemnic. Odrębny
świat.

Opowieść zbudowana jest wedle wszelakich praw rządzących dobrym kryminałem. Jest zawarte w każdym wydarzeniu drżenie niepewności, jest uparte kierowanie nas w niewłaściwą stronę, są zupełnie chybione podejrzenia. Bohaterka jest niezwykle ciekawa, nie pozbawiona mądrości ale i ludzkich odruchów. Samo jej kalectwo, odbierane często jako dar, a nie powód do dramatyzowania czyni ja osobą wyjątkową.
"Wy tak nie potraficie, prawda? A ja potrafię się odciąć od niemal wszystkich dźwięków, kiedy chcę się skoncentrować lub zrelaksować." (str.61)
Mrok, błoto, przenikliwe zimno podtrzymują ponura atmosferę. Gdyby nie dłużyzny w środku
opowieści, gdyby nie plątanina zbędnych powrotów w te same miejsca i
emocje, byłoby strasznie i zapierająco dech. Teraz jest dobrze, w
mrocznej, wilgotnej atmosferze, z nieprzychylnymi lokalsami i zupełnie
nieoczekiwanym zakończeniem książka broni się, czasem lepiej czasem gorzej przed nudą. Podobało się, warto przeczytać, bez
przymusu, w wolnej chwili.
Wydawnictwo: Burda, 2018
Tytuł oryginału: Dark Pines
Tłumaczenie: Marta Komorowska
Liczba stron: 376
dziękuję portalowi CzytamPierwszy.pl za egzemplarz recenzencki