Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielicie się ze mną komentarzami, wrażeniami, wdacie się ze mną w dyskusje i polemiki.

Dziękuję za każdy komentarz, za każdy ślad, który zostawiacie.

To, że czytacie moje recenzje i książki, które subiektywnie acz z wielką szczerością i przyjemnością staram się ocenić, oraz to, że chcecie mi o tym powiedzieć, jest dla mnie najpiękniejszą nagrodą.

poniedziałek, 29 stycznia 2018

O tym, że skandal pieniądzu niestraszny.

"Dzielnica występku" Mario Vargas Llosa 6/10


Jest w powieściach Llosy coś, co nie pozwala mi zetrzeć z ust uśmiechu od pierwszej do ostatniej strony. Uśmiechu wywołanego bardzo różnym przekazem emocjonalnym i z bardzo różnych odczuć wynikającym. Tutaj jest to uśmiech mało komiczny, ten uśmiech raczej łączą czytelnika z autorem w ironii przez niego wylewanej a przez nas przyswajanej w miarę czytania.

"Dzielnica występku", choć krytykowana za słabszy poziom, zbyt miałki temat czy też sposób jego podania, nie jest dla mnie aż tak prosta do zdefiniowania. Przede wszystkim dla mnie Llosa, jak każdy autor, może pisać na lepszym czy gorszym poziomie, ale nic nie zachwiało jeszcze mojego odczucia, że tenże poziom waha się między dobrym a rewelacyjnym. I być może nie pozbędę się ciągłego kojarzenia Llosy z olśniewającym (rzecz jasna bardzo subiektywnym zdaniem) "Dyskretnym bohaterem", niemniej i tutaj nie poczułam się rozczarowana.

Aż chce się pokiwać głową z politowaniem nad infantylnością klas wyższych podanych nam tu z niesłychaną ironią na przykładzie dwóch znudzonych życiem par. Nawet skandal, który niewątpliwie większości populacji Limy, Warszawy czy innego miasta spędziłby sen z powiek i nie pozwalał normalnie funkcjonować, tutaj staje się jedynie lekkim dreszczykiem prowadzącym do uszczypliwości, komentarzy i rumieńców nie zmieniających poczucia wyjątkowości. A skandal dotyczy pewnych zdjęć dostarczonych przez "tę wstrętną bulwarowa prasę" żerującą na prywatności wykradzionej klasie żyjącej za i dla wielkich pieniędzy. Zgodnie z panującymi stereotypami autor a jakże, opluwa ową prasę na wiele sposobów, mając w tym i wiele racji i wiele talentu komediowego jak i sensacyjnego. To zaś, że osąd już niejako przyswojony, nagle zostaje nam poddany pod ponowną rozwagę, to, że jeszcze raz, przez pryzmat faktów i tylko faktów skłaniani jesteśmy do położenia na szali z jednej strony wścibskości i bezkompromisowości, z drugiej zaś cywilnej odwagi - to pokazuje jak sprytnie autor potrafi kręcić piruety naszym zaangażowaniem w rozwój akcji.

Zgadzam się, że dużo tu lekkości i pozornego niechlujstwa, ale zastanawia mnie czy autor umyślnie nie bagatelizuje, także używaniem takiego właśnie języka, spraw, które tak naprawdę ukazują bezmyślność bohaterów, ich beztroskę w świecie, gdzie pieniądz pozwala osiągnąć poziom pewności siebie, którego nic nie obniży. Nie jest to arcydzieło przemyśleń, nie jest to wielka gra na emocjach ale nie brakuje tutaj wszechobecnej w książkach Llosy polityki podanej z lekkim żartem ale i gniewem; nie brakuje seksu, który autor zawsze traktuje z południowoamerykańską lekkością i swobodą; nie brakuje niejakiej śpiewności opowieści. I co najważniejsze - nie brakuje Llosy w Llosie - zatem po odłożeniu książki trudno się jeszcze przez dobrą chwilę przestać uśmiechać. A może warto i pokiwać głową z tym samym zawadiackim wyrazem twarzy, który zdobi portret autora na okładce. Uważam, że tę powieść warto przeczytać.

Wydawnictwo: Znak, 2016
Tytuł oryginału: Cinco esquinas
Tłumaczenie: Marzena Chrobak

sobota, 27 stycznia 2018

O obsesjach w minimalistycznej przestrzeni

"Lokatorka" J P Delaney 6/10


Uleganie stereotypom, łatwość wydawania opinii, szczególnie tych niepochlebnych, łatwość dopasowywania pejoratywnych określeń do utartych wzorców zachowań to reakcje nieobce żadnemu czytelnikowi. Stanowią one nasze własne słabości, sami podlegaliśmy ich działaniom, znamy niechęć do głośnego zawołania: Sprawdzam!. A w powieści "Lokatorka" sprawdzić nam przyjdzie kilka razy. Przyjdzie zmienić zdanie, powrócić do poprzedniego, znów się zastanowić a wreszcie zdziwić gradacją niedoskonałości bohaterów. Śmiało można powiedzieć, że niejeden raz zaskoczyć nas może szkodliwość i poziom kierujących nimi obsesji.

Czworo głównych bohaterów. Każdy niejako skalany niedoskonałością. Pomimo, że wydawać by się mogło, że ocena ich słabości i doskonałości przychodzi nam od pierwszej strony z dziecinną łatwością, wcale tak nie jest. Zwroty akcji, dokładanie do posiadanej wiedzy kolejnych strzępków informacji powoduje, że nasza, wydawać by się mogło, ugruntowana ocena, wywija niezwykłego psychologicznego koziołka. 

Wbrew oczywistym znakom, wbrew wyliczanym na palcach przejawom obsesji, socjopatycznych zachowań czy wręcz psychopatycznych krzywd wyrządzanych innym ludziom, okazać się tutaj może, że te wszystkie tak jasne i precyzyjne, zgodne z definicjami określenia "nienormalności" oznaki, mogą okazać się niczym w porównaniu z zupełnie innymi, doskonale ukrytymi zachowaniami pozostałych bohaterów. 

I jeszcze dwa słowa o wątkach, które przewijały się w niektórych recenzjach. Staram się raczej polegać na swojej czytelniczej intuicji i spostrzegawczości, ufam im. Dlatego też jakiekolwiek porównania z serią o Greyu, czy też innymi stricte erotycznymi pozycjami wydają mi się kompletnym nieporozumieniem. Owszem, można tu odnaleźć odważne opisy seksu, można tu uśmiechnąć się do braku zahamowań i pewnego poczucia przynależności do partnera ale jest to moim zdaniem zaledwie przyczynek do psychologicznych obserwacji. 

Autor okrasza też swój thriller fachowymi opisami zmian osobowościowych, architektury, japońskiego świata spokoju i harmonii, co dodaje książce waloru poznawczego. Czyta się ją lekko, akcja nie jest rwana, płynnie przechodzi od relacji jednej bohaterki do drugiej. Jedyne co można zarzucić to, że nie jest to proza ani innowacyjna ani językowo zachwycająca. Moim zdaniem jest to po prostu stosunkowo dobra książka do przeczytania w ambitnie potraktowanych celach rozrywkowych. Bo niewątpliwie zaciekawia. Chyba polecam ;) 

Wydawnictwo: Otwarte, 2017
Tytuł oryginału: The Girl Before
Tłumaczenie: Mariusz Gądek

poniedziałek, 22 stycznia 2018

O smartfonie pełnym żalu i nadziei

"Tekst" Dmitry Glukhovsky 8/10



Rzadko zdarza mi się trafić na powieść, której autor zmieściłby tyle goryczy w zaledwie tygodniowym wycinku z życia bohatera. I która niosłaby ze sobą tak niesamowite zachłyśnięcie się nadzieją na to, że jeśli nie jego własne, to życie osób, które nagle stały mu się bliskie, zmieni się diametralnie. I która mówiłaby o rozchwianiu pomiędzy godzeniem się na nieuniknione i paniczną przed nim ucieczką. 
Nie czytałam wcześniej Dmitrya Glukhovskiego, choć nieobce były mi okładki i tematyka jego bestsellerowych post-apokaliptycznych powieści. Sięgnęłam po powieść realistyczną i szkoda byłaby wielka, gdybym nie uwierzyła w jego pisarski talent. Z niezwykłą łatwością łączy on bowiem języki różnych światów, profesji, warstw społecznych, pokoleń. Nie tylko języki zresztą tak płynnie się tu przenikają. Prostota dialogów, kwiecistość opisów, niezwykle poruszająca warstwa emocjonalna - wszystko to współgra dając niezwykle wciągający efekt. 

W dodatku, wszystko razem można zamknąć w suchym stwierdzeniu, że książka jest o tym, że nasze życie sprowadza się do gigabajtów zamkniętych w przeciętnym smartfonie. Albo zrecenzować powieść jako: Książka o Ijli, który właśnie opuścił więzienie i na skutek splotu niekoniecznie przypadkowych wydarzeń poznaje, ba, przejmuje życie człowieka, z którym dotychczas łączyła go tylko chęć zemsty. 

A tutaj tyle miłości. Nagle odebranej, niesprawiedliwie przerwanej i innej, niespodziewanej, uratowanej dzięki zakorzenionemu w duszy dobru. I tyle tu strachu o nowo uratowane życie, o osoby, których jeszcze kilka dni wcześniej Ilja nawet sobie nie wyobrażał. I żalu tyle o niesprawiedliwie odebrane lata i o niedoczekane spotkanie i o niespełnione, nowo wyrosłe marzenie. Jest tyle emocji w bohaterze, tyle cierpienia, bólu, naiwnej nadziei, spontaniczności i zwątpienia na każdej ze stron, że wierzyć się nie chce, że to ta sama powieść,w której przecież "skazaniec wychodzi na wolność i zaczyna żyć życiem zaklętym w nie swoim smartfonie". Ale o tym TEŻ jest ta książka. Polecam.


Wydawnictwo: Insignis, 2017
Tytuł oryginału:  Текст
Tłumaczenie: Paweł Podmiotko

O historycznym chaosie rodzinnym

"Biała Rika" Magdalena Parys 7/10


Wielka rodzina, z setkami odnóg, przyszywanych, dobieranych, połowicznych i jeszcze innych zupełnie niejasnego pochodzenia braci, sióstr, dziadków itp. Miszmasz rodzinnych losów, plątanina związków, dzieci dzieciom półsiostrami i półbraćmi, ojczym nietatą. A całe to szaleństwo pokrewieństw i nowych zdobyczy rodzinnych podane w atmosferze przywodzącej na myśl chaotyczny rodzinny zjazd. Każdy ma swoje własne zdanie, każdemu jawią się inne wspomnienia, każdy dokłada swoje trzy grosze. I już nawet autotka-nieautorka czasem ma ochotę zrezygnować ale żal zostawić nieopisane tęsknoty, niewspomniane dramaty. 

Jest ból i cierpienie, jest radość i domowe ciepło, jest bałagan jaki dany został tylko wielopokoleniowym rodzinom budowanym na przodkach z Polski i Niemiec (co rzecz jasna nie może prowadzić do ogólnorodzinnej zgody). Wszystko słowami Dagmary z różnych etapów życia: córki, matki, siostry, kuzynki. 

Co też dla mnie istotne - Dagmary-prawie mojej rówieśnicy, a co za tym idzie, kronikarki tego samego okresu ale jakże innej rodzinnej historii. Bardzo ciekawa opowieść rodzinna, rwąca niczym rzeka, czasem wręcz załamująca chaosem ale też nim bawiąca, czasem mocno łapiąca za serce a nawet je łamiąca. Polecam.

Wydawnictwo: Znak Literanova, 2016

O ingerencji przeszłości w teraźniejszość

"Po drugiej stronie jaźni" Wulf Dorn 6/10

 

Oczywiste jest dla nas, sięgających po tę książkę, że jeśli przez pierwsze strony przemieszczamy się łagodnym truchcikiem, jeśli otacza nas świat osobistej sielanki i zawodowego spełnienia , to w książce o tytule "Po drugiej stronie jaźni" wszystko musi stanąć na głowie. I staje. 

Zawiłość akcji, niespodziewane zwroty, diagnozy i obserwacje psychiatryczne, nadają tylko smaczku oczekiwaniu na coś, co w mózgu bohatera, a co za tym idzie także w naszym, musi ulec całkowitemu przewartościowaniu. Czekać jest na co, bo zapewniam, że nawet bardzo inteligentny czytelnik, domyślający się roli poszczególnych bohaterów w ostatecznym rozstrzygnięciu, natknie się na co najmniej jedną scenę, która nim psychicznie wstrząśnie, pozbawi tchu, i nie trzeba być ku temu obdarzonym bardzo wybujałą wyobraźnią. Prawdopodobnie też w ten wstrząsający sposób scena owa zaskoczy. A to chyba świadczy o dobrym poprowadzeniu thrillera psychologicznego do finału.
 
Nie jest to powieść, która wryje się w pamięć na długie lata ale jej precyzyjny układ, narastające napięcie i bardzo efektowne zakończenie pozwalają uznać, że warta jest poświęcenia jej kilku wieczorów. W swoim gatunku jest jedną z lepszych jakie przeczytałam.


Wydawnictwo: Sonia Draga, 2012
Seria: Kryminał
Tytuł oryginału: Trigger
Tłumaczenie: Wojciech Łygaś

O subtelności w świecie kasyn

"Ballada o drobnym karciarzu" Lawrence Osborne 8/10



Słowo "Ballada" zawarte w tytule nie jest w przypadku tej powieści nawet drobnym nadużyciem. Z niezwykłą bowiem klasą i elegancją Lawrence Osborne snuje opowieść o splocie dwóch losów.

W krainie pieniądza i hazardu przypadkowo i bynajmniej nie w interesach autor zderza ze sobą życie dwóch postaci. Wyrywa z ich istnienia mały fragment, które łagodnie prowadzi nas przez ścieżki pozornego spokoju i pogodzenia się z codziennością.

On, dawniej nudny bankier, stał się skuszonym przez okazję złodziejem i teraz, w nowym życiu jego lordowskiej mości, czerpie siły witalne z karcianego świata. Co niezwykłe, to przegrywanie kieruje jego życiem i daje mu niezwykłą satysfakcję. Ona, call girl jakich wiele z pełnym kiczu Makau, niezwykle od owego kiczu odstaje. Spokój jaki wokół siebie roztacza, troska, jakiej nie pozbawiło jej płatne życie, niezwykła umiejętność pojawiania się i znikania w najodpowiedniejszym czasie, nadają jej barwę tajemniczości i zaciekawiają.

W otoczeniu zabobonów i duchów, natykając się na sytuacje abstrakcyjne i wczytując w surowe opisy miasta, zasad gry czy kasyn, wysłuchujemy opowieści o lordzie karciarzu opowiedzianej językiem, którego angielski dżentelmen, przyodziany w tweedy, używałby zapewne do snucia rodowej sagi. Jest spokojnie, płynnie, otacza nas smutek tak wielki, że aż emanujący spokojem, chwilowe wtrącenia żywej akcji i niespodziewanych wydarzeń wbijają się w mózg niczym klakson w nocnej ciszy. Sporo tu rezygnacji, zamknięcia w swoim świecie przymusowych zachowań ale i dojrzałości i oddania komuś, kogo los stawia na drodze. To się chce czytać, trudno się odkłada i na pewno zapamiętuje. Polecam. 


Wydawnictwo: Znak Literanova, 2016
Tytuł oryginału: The Ballad of a Small Player
Tłumaczenie: Anna Gralak

niedziela, 21 stycznia 2018

O tym, że prokurator też człowiek

"Prokurator" Paulina Świst 4/10

 

Jest prokurator, jest adwokat, są policjanci - modne, czyta się. 
Jest porwanie, zasłanianie własnym ciałem i barwne opisy seksu - też modne i również się czyta.
I romans z przeszkodami bo tak ciekawiej.
I troszkę kryminału choć brutalność przełamuje zwykle żart. Mało wymagająca lektura na popołudnie, prosty ale bardzo przyjemny, swobodny język, wartka akcja.
Bez fajerwerków ale też bez żalu, że przeczytało się coś ot dla czystej rozrywki. 


(I w przypadku tego typu książek nie mam niestety nic więcej do dodania)

Wydawnictwo: Muza, 2017

O technologii w służbie ksiąg

"Całodobowa księgarnia Pana Penumbry" Robin Sloan  6/10



Jest to książka wielu "nie". Jest nienadęta, niespektakularna, niefilozofująca, nienachalna. Jako wierna czytelniczka wręcz przeciwnych opcji znam momenty, kiedy mój umysł mówi dość. I wtedy pora na inne czytanie. Nie na wielką powieść, nie na rozdarcie emocjonalne, nie na zadumanie nad przemijaniem, lecz na poczytanie. Dla przyjemności, dla wartkiej akcji, dla porywających bystrych dialogów. A temat? Całkiem przyjemny, niewymagający ale i ciekawy. 
 
Odkąd technologia wdarła się na zastrzeżone wcześniej poletko literackie, trwa spór o prawdziwość przekazu, zapach papieru i ilość książki w e-booku. Od lat też 'samoreklamują' się bądź opłacają chwalących wielkie loga technologiczne, w tym Google. Otóż jest tu i Google, są i e-booki i jest prawdziwa (stara!) księgarnia. Są też zakochani w czytaniu, podobni do nas książkoholicy, związani dodatkowo pewnym zadaniem, tajemnicą nieśmiertelności ukrytą w starej księdze, może wręcz sekciarskim szaleństwem lub naiwną wiarą. Jest wola kibicowania tradycjonalistom i jest kiwanie głową nad bardzo sensownymi innowacjami uzbrojonych w laptopy i skanery technologicznych geeków. Jest zwyczajnie, jest lekko, jest relaksacyjnie. A przede wszystkim jest w tym wszystkim szacunek dla czytelnika, bo ta rozrywkowa literatura podana została smacznie zarówno pod względem języka jak i treści. 
 
Ps. Malkontentom narzekającym na to, iż okładka sugeruje temat podobny do Zafonowskiego Cmentarza(...) polecam kierować się staropolskim: Nie oceniaj książki po okładce. Z wyrazami szacunku.


Wydawnictwo: Albatros, 2015
Tytuł oryginału: Mr. Penumbra's 24-Hour Bookstore
Tłumaczenie: Danuta Górska