"Skazany na zło" Adrian Bednarek 8/10
Bywa, że w naszym umyśle tworzą się usprawiedliwiania dla
popełnianych czynów. Kierowani chęcią wymuszenia zadośćuczynienia za zło,
zemsty za czyn, którego nie jesteśmy w stanie wybaczyć, dajemy sobie prawo do samosądu,
do wyznaczenia pokuty winnemu, do bawienia się w boga i karanie za grzechy.
Łatwo osądzać takie zachowania jako nieetyczne, pełne wewnętrznego zła,
sprzeczne z kierującymi naszym życiem ludzkim poczuciem sprawiedliwości. Ale,
czy gdyby to nam psychopata odebrał spokój, ukochaną osobę, poczucie życia
prowadzonego wedle spełnionych marzeń, mielibyśmy w sobie moc pogodzenia się z
losem? A może moc należy rozumieć inaczej? Może to ona kieruje zemstą?
Jak ocenić osobę, która, jak bohater "Skazanego na
zło", podejmując niewłaściwą decyzję, ściąga na siebie przekleństwo ciągu
wydarzeń, które przyniosą więcej zła niż dobra? I czy właściwie jakakolwiek
decyzja, podejmowana przez człowieka szalejącego z niepokoju, zaskoczonego
sytuacją mogącą zniweczyć jego plany, obrócić dotychczasowe życie w pył, może
być dobra albo zła?
Adrian Bednarek, znany z cieszącej się wielka popularnością
"diabelskiej" serii, powraca z bohaterem tyleż ciekawym co
niepozornym. Takie przynajmniej odnosimy wrażenie po pierwszych rozdziałach.
Rozpoczynając od wielkiego bum, prezentując nam już na początku książki
trzęsienie ziemi o niebywałej skali, autor ukazuje nam bohatera w niezbyt
pozytywnym świetle. Nie tylko, że nie wzbudza naszej sympatii fakt, że nie
należy on do najwierniejszych i najbardziej szanujących kobiety mężczyzn, to
dodatkowo jego niekoniecznie słusznymi decyzjami w chwili niespodziewanej
tragedii zdaje się kierować jedynie egoizm i panika.
"Zastanawiałem się, w jaki
sposób do codzienności wracają ludzie w podobnym położeniu. Zapewne wielu takich
chodziło wolnych po ulicach, z sumieniem przepełnionym goryczą czynów, do
których popchnęły ich niesprzyjające okoliczności. (…) Czy cały czas rozmyślali
o swoich postępkach, wpadali w depresje lub targali się na własne życie? A może
zbrodnia i brak kary uczyniły ich silniejszymi, pozwoliły twardo stąpać po
ziemi?" (str.43)
Być może znajdą się zwolennicy takich właśnie działań Wiktora
Hauke, ale większość z nas, z pozycji zawsze wiedzącego lepiej czytelnika, od
razu potępi jego postępowanie, spodziewając się, zresztą słusznie, przykrych konsekwencji.
Autor, usypiając naszą uwagę szansą na powodzenie odległego od
litery prawa zachowania, działa tak naprawdę w celu zaskoczenia czytelnika
coraz to nowymi zwrotami akcji. Strona po stronie życiem bohatera zaczyna
rządzić szantaż, nieustanna niepewność, obawa o zaufanie żony, a przede
wszystkim złość. Do czasu, gdy Wiktor sam, i tylko sam, stanowił źródło
zainteresowania psychopaty o wdzięcznym, nadanym sobie przez niego samemu
pseudonimie Reżyser, Wiktor pozostaje na tyle pełen złości ale i pokory, by
buntując się czuć jednocześnie zaciekawienie chorym zachowaniem
przeciwnika.
"Pamiętaj, nie bój się.
Nadajesz się do roli. Jeśli wszystko rozegrasz według mojego scenariusza, nic
ci się nie stanie. Odegraj role i wróć do swego nędznego życia, na zawsze
marnując potencjał."(str.131).
Okazuje się jednak, że jest granica, której przekroczenie obudzi
w nim pokłady złości, o które nawet bohater nie podejrzewał samego siebie.
Gniew rodzi agresję, nakazy budzą sprzeciw, a pozorna niemożność odwetu skłania
do odnajdywania rozwiązań wręcz nieprawdopodobnych.
Gdy zdajemy już sobie sprawę, że bohater Adriana Bednarka,
przepełniony wściekłością i chęcią zemsty, został przez Reżysera określony
najlepszym z wybranych dotychczas Aktorów, gdy wiemy już dlaczego autor
określił go "Skazanym na zło", akcja nabiera tempa nie pozwalającego
na odłożenie książki.
"Zaraził Aktora prawdziwą
nienawiścią. Zadłużony pijaczyna stał się bestią czerpiącą przyjemność ze zniszczenia.
Stworzył Aktora doskonałego, wyniósł go na wyżyny nieznanych wcześniej
umiejętności." (str.242)
Gdy wydaje się, że zbliżamy się do rozwiązania, bohater lub
kierujący jego życiem psychopata, wyrywają nam dywanik spod nóg. Znów leżymy
oszołomieni, kompletnie nie wiedzący czego się spodziewać i czy wreszcie
którekolwiek z naszych przypuszczeń znajdzie odzwierciedlenie w prozie Pana Bednarka.
Zaczynamy odnosić wrażenie, że wplatając z swój thriller niewyjaśnioną śmierć,
morderstwa, szantaże, okaleczenia, przy opisie których aż zaciskamy powieki,
autor przygotował dla nas mieszankę niemożliwą do przełknięcia. Nic bardziej
mylnego.
W świetnym stylu, plastycznie, z opisami zapierającymi dech,
autor prowadzi nas przez swoją książkę z lekkością wręcz nieodpowiednią dla
tego gatunku literackiego. Znakomitym, czystym językiem daje nam to, co wydaje
się chronić bohatera przez zbyt ganiącymi osądami by zaraz pokazać, że
złagodzenie wymiaru kary było zdecydowanie przedwczesne. A w końcu, prowadzi
nas ku finałowi, który ma nam dać poczucie sprawiedliwości losu. Czyżby?Wydawnictwo: Novae Res, 2018
Liczba stron: 328


























